TL;DR;

Jenny Dawid | Not The Only One
Jenny. Mam na imię Jenny... 😉

Jestem Joanna, znana w internetach jako Jenny Dawid. Fun fact: Dawid to moje prawdziwe nazwisko (wiecie, takie z prawdziwego dowodu osobistego).

Ogólnie pojęty los mi dokopał, sprawił, że uwierzyłam, iż nie powinnam nic robić, bo jedyne, do czego się nadaję to robienie z siebie pośmiewiska. W pewnym momencie uznałam, że jestem za stara, by pozwalać innym decydować o tym, jak bardzo beznadziejne będzie moje życie i zaczęłam o siebie walczyć. Do ideału mi daleko, ale wreszcie mogę powiedzieć, że zmierzam w kierunku, który jest w pełni zgodny z tym, o czym marzę. Nieśmiało mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa (nie mylić z tym, że posiadam perfekcyjne życie i nic złego się w nim nie zdarza).

Od ponad 4 lat pracuję w pełni zdalnie, robiąc to, co przynosi mi satysfakcję, a jednocześnie mam czas i siłę na przyjemności.

Doszłam do momentu, w którym dotarło do mnie, że moja wiedza i doświadczenia (nawet te traumatyczne) mogą przynieść komuś coś dobrego, o ile nie będę tego chować tylko dla siebie. I kiedy ta myśl wyklarowała się w mojej głowie, poczułam, że nie mogę tego odkładać w czasie, bo pęknę. 

Teoretycznie możesz być, kim chcesz. Najważniejszym jednak pytaniem jest…
kim faktycznie chcesz być?

Zacznijmy od kilku słów...

O Tobie

Jesteś dziewczyną*. Albo kobietą*. 

Może kiedyś nawet trzymałaś życie w garści, a każdy dzień był pełen nowych doświadczeń; nie zawsze pozytywnych, ale to nie powstrzymywało Cię przed działaniem.

Jednak potem coś się stało i się pogubiłaś. Może to był jedno wydarzenie, może wieloletni proces, którego działania nie odczuwałaś do momentu, w którym było już za późno. A może nawet tak sobie było już odkąd pamiętasz.

Przyszedł jednak taki moment, w którym doszłaś do wniosku, że dość tego. Może z potrzebą zmian żyjesz już od długiego czasu, może taka myśl dopiero powoli zaczyna się przebijać. 

Może nie wiesz, jak zacząć. Może już zaczęłaś, ale utknęłaś po drodze. Może straciłaś motywację albo po prostu zabrakło Ci narzędzi. 

A może idzie całkiem nieźle, ale boisz się, że przyjdzie moment, w którym będziesz potrzebowała wsparcia czy inspiracji i chcesz się zawczasu na to przygotować.

Czy zabrzmiało to znajomo? Jeśli tak, to wiedz, że nie jesteś jedyna

W połowie lat 80. urodziła się Joanna.

Przez pierwszy tydzień życia miała na imię Dorota, ale zmiany przyszły szybciej niż ogarniała to swoją świadomością.

Gdy była mała, była pełna ekspresji i robiła to, co sprawiało jej przyjemność, bez zastanawiania się, co powiedzą inni (wystarczyło, że mama chwaliła, wiadomo).

Z czasem napotykała na swojej drodze ludzi, którzy dokładali małe, teoretycznie nic nie znaczące szpileczki. I nawet ci, którzy przedstawiani byli jako autorytety, zawodzili często na całej linii. Nie raz słyszała, że się do czegoś nie nadaje. A jeśli ktoś chciał ją zmotywować, to mówił, że jest zdolna, ale leniwa. 

Joanna instynktownie garnęła do osób, które same nie umiały o siebie walczyć i straciły chęci do działania. Dziś, po latach, może obserwować, jakie sukcesy niektórzy osiągnęli dzięki decyzji, którą podejmowali po rozmowie z nią. I do dziś sprawia jej to radość.

Jednak w tym wszystkim nie myślała o sobie. 

Czarny cień powoli zaczął się za nią ciągnąć.

Przyszły studia. To był już taki moment, w którym zdobycie wszystkich indeksów, o które walczyła, nie przyniosło odpowiedniego poziomu pewności siebie. Kolejne lata na typowo męskim kierunku tylko pogarszały sprawę. Miała chwilami wrażenie, że by osiągnąć coś stosunkowo prostego, najpierw musi przebić się przez gruby mur (i to bez żadnych narzędzi).

Przyszedł wreszcie moment, gdy wyczerpały jej się baterie. Uwierzyła, że się nie nadaje, pcha się tam, gdzie nie powinna, że jest za głupia. Przestała próbować, bo przecież i tak nie miała szans na sukces. Więc po co wystawiać się na pośmiewisko.

Aż pewnego ranka obudziłam się jako Wonder Woman.

Taa, jasne. Takiego wała! Myślę, że już się domyśliłaś, że ta przydługa, łzawa historyjka jest o mnie. Jak widzisz, w pewnym momencie było nie za ciekawie. Potrzebowałam lat, żeby sobie wiele rzeczy przepracować we własnej głowie. Szukałam metod i narzędzi, które mnie w tym wesprą. Unikałam ludzi, bo było mi głupio się przyznać, że sobie z czymś nie radzę. Niesamowicie trudno jest wygrać z wypalonym na duszy piętnem bezsilności. Wiem, że to zabrzmiało mega górnolotnie, ale tak to z perspektywy czasu widzę. 

Miałam trochę szczęścia, że na mojej drodze zaczęły się pojawiać osoby, którym zależało i to zupełnie bezinteresownie. I jeszcze więcej takich, które nie znajdowały przyjemności w gnojeniu innych. 

Tak się złożyło, że tę już prawie sielankę przerwało mi pewne traumatyczne wydarzenie. Wyłączyło mnie to z normalnego życie na wiele lat. Na zewnątrz starałam się nie pokazywać prawdy, co powodowało mnóstwo konfliktów, zwłaszcza w środowisku zawodowym. Tylko nieliczni wiedzieli, jak ciemno jest w mojej głowie. Jeśli jesteś teraz tam, gdzie ja jeszcze parę lat temu, to niestety nie będę w stanie Ci pomóc, ale z pełną mocą powiem, że udanie się do specjalisty to nie jest wstyd.

Jednak gdy wyciągnięto mnie z tej największej otchłani, bezcenne okazało się wsparcie przypadkowych osób, które spotykałam na swojej drodze. U jednej podpatrzyłam, jak organizować sobie czas. Inna pokazała mi, że nawet nudne i nieciekawe zadania można zamienić w coś względnie przyjemnego, jeśli mamy jasno określone, w jakim kierunku chcemy dążyć. Jeszcze inna trzasnęła mnie w łeb, gdy zapomniałam, że nie muszę się bać nicnierobienia, bo to wcale nie oznacza, że jestem leniwa i słaba.

Wiem, że nie jestem jedyną osobą z takimi bądź podobnymi doświadczeniami. Nie każda poznała smak najgorszego, ale sporo potyka się codziennie o drobne kłody, które zaczynają się składać na mur, który w pewnym momencie nas zatrzymuje i nie pozwala pójść dalej.

Nie godzę się na to!

Może zabrzmi to coachingowo, ale wierzę w to, że każda z nas ma święte prawo do bycia sobą, życia w zgodzie z własną ja i po prostu bycia szczęśliwą. Ty także! Nikt nie ma prawa dyktować Ci, co Ci wolno, a czego nie (oczywiście, nie mówimy tu o prawie obowiązującym w kraju, w którym przebywasz ;)). 

Not The Only One, bo nie jestem jedyna

Jest wiele dziewczyn/kobiet, które tak jak ja chcą żyć w zgodzie ze sobą i czerpać z życia garściami to, o czym marzą, a nie tylko to, co im “wypada”. Jesteś jedną z nich? Świetnie! Nieważne, na jakim etapie jesteś: chcę, byś wiedziała, że nie musisz się męczyć z problemami sama. Przeżywanie tych fajnych momentów też jest pełniejsze z kimś. 

Wychodzę z założenia, że jestem wyjątkowa, ale nie jestem jedyną, która jest taka jest (brzmi zagmatwanie, ale mam nadzieję, że łapiesz, o co chodzi). I chcę towarzyszyć Ci podczas Twojej drogi odkrywania swojej wyjątkowości i pielęgnowania jej. Chcę Cię także zaprosić do towarzyszenia mi w mojej podróży.

 

Na blogu znajdziesz:

  • poszukiwania odpowiedzi na pytanie “dlaczego działam tak, jak działam i jak mogę to zmienić, by żyło mi się lepiej?”
  • wiedzę na temat metod i narzędzi, które pomogą Ci zaplanować swoje działania tak, by się nie zajechać
  • porady, jak zwiększyć Twoją produktywność, byś miała więcej czasu i energii na przyjemności
  • refleksje po lekturze książek, które zmusiły mnie do zadania sobie ważnych pytań
  • historie o tym, co się u mnie sprawdziło, a co kompletnie nie zadziałało i dlaczego, byś mogła ocenić, co może zadziałać u Ciebie
  • nutkę teorii w tematach okołopsychologicznych*
  • drogowskazy, a nie gotowe rozwiązania – chcę byś miała jasność, że nie będę proponować Ci jedynej słusznej drogi. Chcę pokazać Ci możliwości, różne opcje widziane z różnych perspektyw. To do Ciebie będzie należało znalezienie tych metod, które współgrają z Tobą samą. Jednak nie będziesz tu sama, ja i społeczność wokół bloga będziemy Ci w tym towarzyszyć.

* Jeśli jesteś chłopakiem/mężczyzną, to treści na blogu Not The Only One mogą być również przydatne dla Ciebie, gdyż są to treści uniwersalne. Jednak chcę, byś wiedział, że moim priorytetem są dziewczyny/kobiety. Dlaczego? Jestem jedną z nich i dużo łatwiej mi je zrozumieć. Wiem też, że dużo trudniej im się przyznać do tego, że potrzebują wsparcia albo czegoś nie wiedzą. Chcę, by wiedziały, że to jest miejsce dla nich i dlatego będę się zwracać do swoich czytelniczek i czytelników w formie żeńskiej. Jeśli Ci to nie przeszkadza, to super! Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Jednak jeśli taka forma boli Cię w ego, jest wiele świetnych miejsc, tworzonych także przez facetów, w których będzie Ci przyjemniej.
** Tak się jakoś złożyło, że przez tego bloga postanowiłam przyspieszyć spełnienie marzenia, które odkładałam 15 lat, a mianowicie studia na kierunku Psychologia. Ale ciii, to jeszcze jest tajemnica*** 😉
*** A tak na serio to uznałam, że skoro chcę wspierać, to nie ma co robić tego na pół gwizdka. Bo przecież nie wystarczy mieć dobrych chęci, fajnie by było też nie szkodzić.

Close Menu

Privacy Preference Center

    Niezbędne

    Te cookies są one niezbędne, by strona działała prawidłowo. Decydując się na korzystanie ze strony, wyrażasz zgodę na ich zainstalowanie w Twojej przeglądarce. Możesz je zawsze usunąć z poziomu owej przeglądarki.

    CookieConsent,gdpr[consent_types],gdpr[allowed_cookies]

    Marketingowe

    Cookies z tej kategorii pozwalają mi na bardziej dopasowane do Ciebie działania marketingowe.

    r/collect,fr,juggler/event.gif,tr

    Analityczne

    Dzięki cookies z Google Analytics wiem, co czytelnicy robią na stronie, czyli które podstrony odwiedzają, jak długo na nich przebywają, itp. Zbierane dane są w pełni zanonimizowane (nie zapisuję danych demograficznych ani pełnych adresów IP), co oznacza, że nie będę miała możliwości przypisania Ci konkretnych działań. Aczkolwiek są to bardzo ważne dla mnie dane, bo na ich podstawie mogę zobaczyć, co interesuje moich czytelników i dzięki temu dostarczać im (a w tym także Tobie) bardziej interesujące treści.

    collect,_ga,_gat,_gid,caosLocalGa_gid,caosLocalGa

    Inne