8 zalet pracy zdalnej


Pracuję zdalnie od prawie 5 lat i nie wyobrażam już sobie powrotu w sztywne ramy biura. Projekt, przy którym miałabym pracować, musiałby być wyjątkowo atrakcyjny, żebym zdecydowała się zmienić zdanie w tej materii. Oczywiście, nie jest tak, że pracując z domu (a raczej: z dowolnego miejsca na Ziemi), mam tylko cud, miód i orzeszki. Są także wady takiego rozwiązania, dziś jednak chciałabym się skupić wyłącznie na zaletach.

No to lecimy!


Nie marnuję czasu na dojazdy

Mieszkam na obrzeżach dużego miasta (z wyboru). Dojazdy do ostatniej stacjonarnej pracy zajmowały mi ok. 2.5-3h dziennie (w tym 2 przesiadki w jedną stronę). Dodam, że w linii prostej miałam do biura… ok. 4km. Przy ładnej pogodzie można było przesiąść się na rower czy przejść pieszo – aczkolwiek trochę na upartego, bo brakowało wtedy bezpiecznej infrastruktury na tej trasie, nie wspominając o zakazach ruchu pieszych. Jednak w deszczu czy po ciemku było to wręcz niemożliwe (ja naprawdę cenię swoje bezpieczeństwo).

Najtrudniejszy w dojazdach był tłok. Ciężko w takich warunkach cieszyć się życiem, jeździłam więc otoczona mocno skwaszonymi minami i wysłuchując ciągłych narzekań. Jak jeszcze trafiło się płaczące z przegrzania dziecko bądź młodzieniec dzielący się odkryciami muzycznymi dzięki głośnikom telefonu – frustracja rosła, czy się tego chciało, czy nie. Najpiękniejszymi dniami były te, gdy rano nie było żadnych ważnych spotkań i można było chociaż trochę minąć się z największą falą smutnych panów i pań, stojących w korku do roboty. Niestety, popołudniami ten strumień płynął już nieprzerwanie i po 1.5h w takich warunkach odechciewało się robić cokolwiek poza zamulaniem w domu.

Owszem, można było czas dojazdu do pracy wykorzystać na czytanie książek albo słuchanie audiobooków czy podcastów. I z chęcią korzystałam z tej okazji. Ale czy nie można tego samego robić w bardziej dogodnych okolicznościach aniżeli miejska puszka w godzinach szczytu? No właśnie.


Pogoda mi niestraszna

Lubię, gdy jest ładna pogoda i raczej nie jestem w tej kwestii wyjątkiem. Dla każdego co prawda może to oznaczać nieco inne warunki za oknem, każdy jednak jest ich pozbawiany w pewnych miesiącach w roku. Ileż to razy docierałam do pracy cała przemoczona czy przemarznięta, a potem kolektywnie kichałam w chórze nosów na open space’ie.

W domu to co innego. Nie muszę fanatycznie sprawdzać pogody, bo nie ma ona większego znaczenia. Niezależnie od warunków na zewnątrz, mogę sobie zapewnić komfortowe i przytulne warunki pracy. Gdy jest za zimno, podkręcam kaloryfer albo zawijam się w koc. Upał? Zasłaniam rolety i włączam cyrkulator powietrza. Znów jest fajnie, a ja nie muszę się przejmować, że zaraz ktoś przyjdzie i wszystko zepsuje.


Rzadziej choruję (o wiele rzadziej)

Niby się tego spodziewałam, ale nie w takim natężeniu. Praca z domu nie oznacza przecież, że w ogóle z niego nie wychodzę. Jednak gdy porównałam ostatnie pięć lat z poprzednim takim okresem, zauważyłam kolosalną zmianę.

Wcześniej byłam non stop przeziębiona i to niezależnie od pory roku. Zimą deszcz i mróz, latem klimatyzacja w pracy i komunikacji miejskiej w zderzeniu z upalnym powietrzem na zewnątrz. Do tego wciąż walczyłam z alergiami na detergenty używane podczas sprzątania biur, nad wyborem których nie miałam przecież żadnej kontroli.

Aktualnie nadal czasem się przeziębię (średnio raz na dwa lata) czy uczulę (głównie w pociągach PKP). Jednakże nie jest to już tak uciążliwe jak kiedyś. Mam przecież o wiele większą swobodę w wyborze miejsca, w którym przebywam. A co za tym idzie, mogę unikać skupisk chorych czy niepewnych alergenowo rejonów przez większość czasu. I zwraca mi się to z nawiązką, nie tylko ze względu na kupowanie mniejszej ilości leków.

Dodatkowym plusem dla niepalących jest to, że nie muszą już pozwalać się podtruwać, by trzymać rękę na pulsie. W pracy zdalnej to właśnie wychodzący na fajkę mogą coś przegapić.


Moje królestwo pracy jest najmojsze (i wara od niego!)

To ja decyduję o tym, gdzie i w jakich warunkach pracuję. Jeśli mam ochotę siedzieć przy zawalonym stole albo na kanapie (nie polecam żadnej z tych opcji), to nic innym do tego. Biurko, krzesło i ogólnie otoczenie dopasowane mam do własnych potrzeb. Na open space’ie nie miałam takiego komfortu. Męczyłam się przy za nisko zamontowanym blacie stołu i na niewygodnym krześle, bo projektant uznał, że tak jest ładnie. Wierzę, że meble te spełniały minimalne normy BHP (raczej nie miały wyjścia), ale nie ma czegoś takiego jak uniwersalnie idealne miejsce pracy.

Plusem pracy z domu jest także to, że teoretycznie w dowolnym momencie mogę przerwać pracę, zostawiając materiały potrzebne do projektu rozłożone. Mam pewność, że kiedy wrócę, to wszystko zastanę tak, jak to zostawiłam. Fakt, mam ten komfort, że nie mam dzieci ani zwierząt domowych, więc ten aspekt nie u każdego może się pojawić. Inną kwestią jest to, czy warto takie rozgrzebane miejsce pracy w ogóle zostawiać. Spoiler: nie warto (ale czasem nie ma wyjścia).


Mam większą kontrolę nad rozpraszaczami

To nie jest tak, że w domu Facebook czy Instagram kuszą mniej. Wręcz przeciwnie! Zwłaszcza, że żaden tajemniczy admin nie zablokuje Ci odgórnie dostępu do połowy internetu. Jednakże możliwość pełnej konfiguracji sprzętu i oprogramowania, na którym się pracuje, pozwala sobie stworzyć środowisko pracy przyjazne skupieniu.

Drugim, niemniej ważnym, czynnikiem sprzyjającym koncentracji na tym, co mamy robić, jest zminimalizowane ryzyko, że ktoś przyjdzie Ci poprzeszkadzać, bo sam nie umie się ogarnąć. Owszem, można mnie zaczepiać online, ale dużo łatwiej zignorować emaila niż stojącego nade mną i dyszącego do ucha kolegę z zespołu. Pracując z domu, mogę wyciszyć telefon, wyłączyć powiadomienia i reagować w czasie, który sobie z góry na to przeznaczę. To nie jest tak, że można sobie olać szefa czy klienta, ale nie trzeba nagle rzucać wszystkiego, bo ktoś czegoś chce. W sumie taka kultura pracy powinna obowiązywać niezależnie od tego, czy wykonywana jest zdalnie, czy nie.


Pani i władczyni czasu

Ja akurat mam względnie stałe godziny pracy, bo tak mi jest wygodniej. Była to jednak moja decyzja, a nie pracodawcy. Tak samo jest, kiedy chcę (bądź wręcz muszę) zrobić przerwę. W przypadku krótkiego fajrantu po prostu go sobie robię. Jeśli potrzebuję wyjść w ciągu dnia do lekarza czy coś załatwić w urzędzie, to także zazwyczaj nie stanowi problemu. Konsultuję jednak takie wyjścia z szefem i zespołem, bo szanuję także ich czas. Chcę, by byli przygotowani na moją ewentualną nieobecność i chcę mieć pewność, że będą mogli w razie potrzeby dostosować swoje plany.

Ode mnie także zależy to, jak będzie wyglądał mój dzienny harmonogram zajęć. Pomijając wyjątkowe sytuacje, mogę sobie pozwolić na dłuższe bloki skupionej pracy. Mogę także wyłączyć wszelkie powiadomienia, a pocztę i komunikator służbowy sprawdzać w dogodnym dla mnie momencie. Kalendarz jest moim sprzymierzeńcem, a nie wrogiem. To ja decyduję, co się w nim znajdzie i kiedy. Zdaję sobie sprawę, że sporo tu zależy od tego, nad jakim projektem aktualnie pracuję. Aczkolwiek możliwość pracy zdalnej pozwala mi osiągnąć większą efektywność w tym, co robię. A wszystko to dzięki m.in. swobodzie zarządzania sobą w czasie.


Rzadko kiedy zastaję awizo w skrzynce

Jest to kwestia, która nijak nie wpłynęłaby na wybór konkretnej pracy. Miło jest jednak nie musieć odstawać swojego w kolejce na poczcie czy znajdować paczek u nieznajomych dwie klatki dalej (bo akurat przechodzili). Chwilę trwało, nim kurierzy i listonosze nauczyli się, że zazwyczaj ktoś jest w domu, ale warto było cierpliwie na to poczekać. Aktualnie mam tak sympatycznego listonosza w rejonie, że przynosi mi nawet duże paczki nierejestrowane, które ma pełne prawo zostawiać na poczcie, gdyż nie mieszczą się w skrzynce.


Mogę pracować skądkolwiek chcę

Plaża, słońce, drinki z palemką… no nie do końca. Ale tylko dlatego, że to, wbrew pozorom, bardzo niekomfortowe warunki do pracy. Aczkolwiek gdybym się uparła, to mogę wziąć laptopa pod pachę i jechać nad morze. Mogę pracować na balkonie, w kawiarni, w pociągu, gdziekolwiek mam ochotę. Najczęściej jednak zostaję w domu, bo tam mam najbardziej ergonomiczne warunki pracy. Jednak nikt i nic nie ogranicza mnie w tej materii. Jeśli potrzebuję zmienić otoczenie, by odświeżyć głowę, to nie ma problemu. Nikomu nie muszę nawet o tym wspominać.


Praca zdalna to spełnienie marzeń?

Jak już wspomniałam we wstępie, nie zawsze jest tak kolorowo, że tylko jednorożce i tęcza. O wadach pracy zdalnej napiszę w jednym z kolejnych postów. Dziś chciałam Ci pokazać, że praca z domu może być fajna i że warto się zastanowić, czy nie jest to także opcja dla Ciebie. Ja bardzo sobie chwalę tę formę i cieszę się, że moja profesja (zarówno aktualna, jak i ta, w kierunku której zmierzam) jest z nią kompatybilna.


Chciałabyś spróbować pracy z domu?
A może już pracujesz zdalnie i mogłabyś coś dopisać do powyższej listy?
Śmiało! Sekcja komentarzy jest dla Ciebie!


Close Menu